wtorek, 14 listopada 2017

Podaj dalej czyli jak komuś sprawić frajdę:)

                                        Jakiś czas temu , wzięłam udział w zabawie w Podaj Dalej.
                                               Od Czarnego Kota otrzymałam śliczne  upominki.

             https://czarnyczarnykot.blogspot.fr/2017/02/dwie-wspaniae-dziewczyny-i-podaj-dalej.html


                                                 Popatrzcie, jak wyjątkowe karteczki robi Gosia.
                                                  Barwne jak tęcza, dopracowane, pełne serca:)
















































                        Do karteczek Gosia dołączyła także książeczke o różach, bo wie, że lubię kwiaty.
                                                Dziękuję Czarny Kocie za przepiękne upominki)

                                    Zabawa powinna mieć ciąg dalszy, więc zapraszam do wzięcia
                                                                 udziału w Podaj Dalej:)
                     Jeśli ktoś ma chęć, na prezencik ode mnie , proszę o komentarz pod postem.
                      Pierwsze dwie osoby-zostaną obdarowane. Na wykonanie paczuszki jest rok.
  Bardzo bym prosiła, by były to osoby aktywnie prowadzące bloga, by zabawa mogła trwać dalej.
                                  Po otrzymaniu upominku należy Podaj Dalej ogłosić na swym blogu.
                              Na pewno będą to drobiazgi związane z Francją lub Alzacją. zapraszam :)))


                                            A na koniec kilka jesiennych jeszcze, obrazków:)
                                                                   Dobrego dnia Wszystkim!






















poniedziałek, 16 października 2017

Jesień, jesień to juz resztki lata...

                                                 Śpiewam sobie pod nosem. A czasem głośniej, przy
                                                                  akompaniamencie gitary.
                                   Ech tęskno mi, do górskich rajdów, wieczornych biesiad przy ognisku.




Choć, nie powinnam narzekać, bo miejsce, w którym mieszkam
jest wyjątkowe. Szczególnie o tej porze roku.















Winorośle przebarwiają się cudnie. 




















































To kiedy spotykamy się w Alzacji?:)



 








 
                                  

niedziela, 1 października 2017

                                                     Nie zauważylam, że październik przyszedł.
                               A lubię ten miesiąc. Urodziny i imieniny mamy, wspomnienia z górskich rajdów
                                                               i zwykle przy tym, pięknej pogody.
                                                                    Góry mieniły  się kolorami.  
                        
                                           A na naszym skwerku świecą klony:)  Kosmosy trwają w rozkwicie.


                                                                         
   
                                                                     






     

































                                      Winobranie w tym roku skończyło się wcześniej niż zwykle.
                                      To wina bardzo suchego lata i kwietniowych przymrozków.
                              Mam nadzieję, żę w naszych winnicach , nie było podobnych historii, jak
                                        w okolicach Bordeaux. Niektórzy winiarze ponieśli duże straty.
                                                          Ktoś pozbierał wszystkie winogrona.
                                           Może niektórym ludziom się wydaje, że to nie kradzież?












 

























































                                                 Kochani, pięknych, ciepłych dni Wam życzę.


czwartek, 21 września 2017

Nareszcie w domu:)

                      Nie żebym nie lubiła podróży. Wręcz przeciwnie. Ale dom i ogród tez wymagają troski.
                                   Korzystając ze słonecznej pogody, poobcinałam krzakom gałęzie.
                                                         Posadziłam trochę wrzosów i astrów.
                                Ale nawet letnie kwiaty w donicach,po ostatnich opadach, mają się dobrze.
                                                       Zrobiłam także kilka zdjęć, we wnętrzach:)
                                             Po wytarciu tony kurzu, przesadzeniu kwiatów, zmianie aranżacji;)




















                                      Zegar się zbuntował, nie chodzi, będzie robił za dekorację;)


































































                                           Astry i inne ogrodowe kawałki pokażę w następnym poście.
                        
                                 Mam nadzieję, że uda mi się pokazać Wam przedpokój i kuchnię po remoncie.
                                           Dziękuję za tak miłe komentarze dotyczące zdjęc z Bretanii.
                                                                            Bardzo mnie radują:)




niedziela, 17 września 2017

Słodko i słono

                                                

                                                              Kto był w Bretanii, ten wie.
                                               Podstawą kuchni bretońskiej- jest masło. Słone.
                                                  Do przystawek :bagietka ze słonym masłem;)
                                  Na pierwsze danie galette bretonne, czyli naleśnik z ciemnej mąki.
                         A nadzienie, dowolne. Szynka, sery, jajka, flaczki, kiełbaski, szpinak, chulaj dusza;)
                                     Na deser-naleśniki np. te  bardzo popularne ze słonym karmelem.
                                      Albo maślane ciasteczka-"quin amman", oczywiście z nutką soli.
                                                     Ewentualnie tarta, trudno zgadnąć...jabłkowa.
                                                           I do tego cydr. Dużo jabłkowego cydru:)
                                                                  Dla przełamania słodyczy...


                                                            Naleśnik ze słonym karmelem.








                                                       



                                  Oczywiście, jada się tu sporo ryb, muli, krewetek i innych owoców morza.















                      
                                                            Cydr popija się z filiżanek z ceramiki ,







                                                  siedząc w jednej z małych "creperii"- naleśnikarni. 















                                             A tradycyjne wypieki można nabyć w rozlicznych ciastkarniach.







                                      Oczywiście, zanim sie zasłuży na te wszystkie wspaniałości trzeba się
                                                                           nachodzić i nazwiedzać.
                                         Quimper, Morlaix, Broceliande, Locronan, to tylko niektóre
                                                                   z odwiedzonych przez nas miejsc.


                                                Morlaix słynie z  wiaduktu, portu i domów ryglowych.
                                                             Ma niesamowity urok i atmosferę.
                                                            Nie jest tak zatłoczone, jak Quimper.







 


















































                

                                        Do Locronan dotarliśmy późno i straciliśmy dobre światło do zdjęć.
                                        Malutkie, kamienne miasteczko wygłąda, jak teatralna scenografia.
                                                                      To tu Polański kręcił Tess.
 













































                                         Quimper, oblężone przez Anglików, powitało nas deszczem.
                                     Myślę, że przyjedziemy tu kiedyś jeszcze, bo miasto jest niezwykłe.
                                              A tym razem, po prostu przez nie-przebiegliśmy.
                                                         Uciekając przed ludźmi i pogodą.







                                              I nie spróbowaliśmy nawet, najlepszych makaronów:(
                                              Nie tych do sosu pomidorowego, tylko tych słodkich;)




































                                  Byłam bardzo zadowolona, że choć przez chwilkę mogłam pobyć, w tym
                                                                           Królestwie Fajansu:)
                                          Sklep fabryczny, muzeum , fabryczka, wszystko obok siebie.














 








                                          Odwiedziliśmy wiele kościołów, ze zdumiewającymi dekoracjami.
                                               Bretończycy, mają świętych nie uznanych przez Watykan.
                                            Święty Tugdual, Święty Paterne, czy Święty Samson- to do nich
                                                                   pielgrzymuja Bretończycy.










                                                        








 

























                                       Nie zapominaliśmy o plażowaniu i podziwianiu morskich krajobrazów.













                                                 I niestety, bretońskie wakacje- za szybko minęly.
                                                                   Wrócimy tu na pewno...